Uchodźcy a religia w szkołach

foto: Yarl (cc-by-sa-3.0)

W ostatnich latach, zwłaszcza zaś ostatnio po inwazji Rosji na Ukrainę, pojawili się w Polsce, w tym w naszej gminie, nowi mieszkańcy wywodzący się z Ukrainy. Jak słusznie zauważa lubelska Fundacja Wolność od Religii, tylko ok. 1% mieszkańców Ukrainy jest wyznania rzymskokatolickiego, zaś większość stanowią wyznawcy prawosławia. Zdaniem tej Fundacji wielu ukraińskich uchodźców zapisuje swoje dzieci w Polsce na lekcje religii, niekoniecznie zdając sobie sprawę, że w praktyce chodzi tu o religię katolicką ani też, że zajęcia te nie są obowiązkowe. Uchodźcy mieliby też nie być informowani o prawie do zorganizowania lekcji religii własnego wyznania.
Temat nas zaciekawił i postanowiliśmy sprawdzić, jak kwestia ta wygląda w Mszczonowie. Zadaliśmy więc dyrektor Szkoły Podstawowej im. J.A. Maklakiewicza w Mszczonowie pani Annie Rusinowskiej szereg pytań:


Okazuje się, że nie jest tragicznie, bo na 88 uczniów nie będących obywatelami polskimi, przyjętych do tej szkoły po dniu 24 lutego 2022 (dzień początku inwazji Rosji na Ukrainę), tylko 11 zadeklarowało zamiar uczestniczenia w lekcjach religii. Należy zatem założyć, że nie było to bezwiedne „podpisanie papierka ze zgodą”, skoro aż siedem ósmych zgody takiej nie wyraziło. Z drugiej strony coś jednak jest na rzeczy, skoro dyrektor Anna Rusinowska nie informowała o możliwości zorganizowania lekcji religii niekatolickiej, w tym prawosławnej, co motywuje brakiem kadr.


Sprawdźmy zatem, jak kwestię tę regulują przepisy. Dla porządku na wstępie zauważamy, że dyrektor nie ma prawnego obowiązku informowania rodziców o przysługujących im prawach. Co się zaś tyczy samego prawa do nauki religii w szkole, to prawo to wyniesiono do rangi zasady ustrojowej. Art. 54 ust. 3 Konstytucji RP wskazuje, że religia kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole, przy czym nie może być naruszona wolność sumienia i religii innych osób. Przepis ten znajduje się w rozdziale Konstytucji dotyczącym wolności i praw osobistych, w związku z czym należy go interpretować jako prawo każdego ucznia (czy raczej jego rodziców) do tego, aby szkoła zorganizowała lekcje religii. Przy czym ma to być „religia kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej”.
Uregulowanie sytuacji prawnej może w praktyce nastąpić na trzy różne sposoby:
a) umową międzynarodową (Konkordat ze Stolicą Apostolską jako podstawowy akt regulujący status kościoła rzymskokatolickiego)
b) w drodze ustawy – w ten sposób regulowany jest w Polsce status kościołów i związków wyznaniowych innych ważniejszych religii (np. ustawa o stosunku Państwa do Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, ustawa o stosunku Państwa do Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Rzeczypospolitej Polskiej, ustawa o stosunku Państwa do gmin wyznaniowych żydowskich w Rzeczypospolitej Polskiej czy też uchwalona jeszcze przed II wojną światową ustawa o stosunku Państwa do Muzułmańskiego Związku Religijnego w Rzeczypospolitej Polskiej)
c) poprzez wpis do Rejestru Kościołów i Innych Związków Wyznaniowych w drodze decyzji Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji.
Dodatkowo art. 12 ustawy o systemie oświaty wskazuje, że publiczne przedszkola i szkoły podstawowe organizują naukę religii na życzenie rodziców, publiczne szkoły ponadpodstawowe na życzenie bądź rodziców, bądź samych uczniów; po osiągnięciu pełnoletności o pobieraniu nauki religii decydują uczniowie. Nadto zgodnie z rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach - jeżeli na lekcje religii danego wyznania zgłosi się mniej niż siedmiu uczniów organ prowadzący przedszkole lub szkołę organizuje naukę religii w grupie międzyszkolnej lub w pozaszkolnym (pozaprzedszkolnym) punkcie katechetycznym.

Przepisy zredagowane są zatem w ten sposób, że to rodzic występuje do szkoły de facto z żądaniem zorganizowania zajęć z religii danego wyznania, a szkoła czy też jej organ prowadzący (np. burmistrz) mają obowiązek takie zajęcia zorganizować. Ustawa posługuje się tutaj bardzo rygorystycznymi sformułowaniami: szkoły organizują naukę na życzenie rodziców, organ prowadzący szkołę organizuje naukę religii – w języku prawnym takie sformułowania oznaczają po prostu bezwzględny obowiązek organizowania zajęć na życzenie rodzica. Jeżeli zatem komentarz pani Rusinowskiej o braku kadry miał oznaczać tyle co „nie mam nauczyciela, to zajęć nie będzie i dajcie mi święty spokój”, no to jest to stanowisko niezgodne z przepisami. Jeżeli w szkole brakowałoby nauczyciela matematyki, to pani Rusinowska zgodnie z odpowiednią procedurą rozpoczęłaby jego poszukiwanie. I tak samo powinna się zachować, gdyby do szkoły wpłynęło żądanie zorganizowania lekcji religii niekatolickiej – z tą różnicą, że w takim wypadku nauczyciel musiałby być delegowany przez właściwy kościół lub inny związek wyznaniowy, więc procedura byłaby nieco inna.

Inna rzecz, że przepisy w tej formie są absurdalne. I nie chodzi tu nawet o to, czy religia powinna być w ogóle przedmiotem nauczania w szkole (to temat na odrębną dyskusję), tylko o to, jak zostało to rozwiązane systemowo. Jeżeli bowiem prawo do lekcji religii w szkole jest konstytucyjną wolnością każdego człowieka i rodzic ma w związku z tym prawo żądać od szkoły ich organizowania, to logiczną konsekwencją powinno być także nałożenie na związki wyznaniowe prawnego obowiązku oddelegowania do szkoły odpowiedniego nauczyciela. A gdyby związek wyznaniowy takiego nauczyciela nie oddelegował (bo np. nie znajdzie chętnego do podróży przez pół Polski lub też po prostu nie jest zainteresowany nauczaniem w szkole), to znaczy, że taki związek narusza konstytucyjną wolność wyznania ucznia i rodzica.
A przecież związki wyznaniowe są – albo powinny być – w istocie zrzeszeniami wiernych służącymi propagowaniu swojej religii i uprawianiu kultu. W związku z tym szkoła powinna mieć obowiązek organizowania lekcji religii nie na życzenie rodziców, tylko na żądanie danego związku wyznaniowego, który jednocześnie z takim żądaniem delegowałby nauczyciela. I nawet jeżeli z przyczyn organizacyjnych rodzice nadal kierowaliby swoje życzenia do dyrekcji, to rola szkoły powinna się ograniczyć do przekazania takiego życzenia władzom właściwego związku wyznaniowego, który podejmowałby decyzję, czy lekcje organizować czy też nie. Jak nie – to wtedy faktycznie pani Rusinowska mogłaby rozłożyć tylko ręce i powiedzieć: „brak kadr – nie przysłali mi, pretensje proszę kierować do Jego Eminencji Wielce Błogosławionego Prawosławnego Metropolity”.
Wydaje się, że można byłoby to tak rozwiązać nawet bez zmiany Konstytucji – krótko mówiąc, obywatelu, masz konstytucyjne prawo do lekcji religii, ale prawo to realizujesz poprzez zrzeszenie się w wybranym przez ciebie związku wyznaniowym i spowodowanie, aby ten związek wystąpił do szkoły z żądaniem zorganizowania zajęć (jeżeli wybrałeś związek zarządzany niedemokratycznie i nie masz wpływu na jego władze, to też twoja sprawa i twój wybór).
Domyślamy się zresztą, że w praktyce do tej pory mniej więcej tak to właśnie działało. Na ścianie wschodniej, gdzie zamieszkują mniejszości prawosławne czy też muzułmańska mniejszość tatarska, zapewne to same związki wyznaniowe uzgodniły po prostu ze szkołą kwestie zajęć z religii. I tak to też zapewne wyobrażał sobie ustrojodawca w latach 90-ych ubiegłego stulecia. Sytuacja zmieniła się jednak wraz z nasileniem się imigracji, bo oto również w dotychczas stosunkowo homogenicznych pod względem wyznaniowym częściach kraju pojawili się mieszkańcy, którzy statystycznie rzecz biorąc mogą być wyznawcami religii dotąd na tych terenach niewystępujących. A w sytuacji gdy każdy pojedynczy rodzic, nawet nie należący formalnie do żadnego związku wyznaniowego, może od szkoły żądać zorganizowania zajęć niemal dowolnej religii, a szkoła ma wówczas prawny obowiązek zajęcia te zorganizować i to nawet przy całkowitej bierności danego związku wyznaniowego, no to trudno się dziwić, że nie tylko pani Rusinowska, ale w ogóle wielu dyrektorów szkół w Polsce* nie informuje rodziców o takiej możliwości. W konsekwencji obecne przepisy paradoksalnie prowadzą do naruszenia gwarantowanych w Konstytucji wolności wyznania.

* Około 42% dyrektorów szkół przyznaje wprost, że nie informuje rodziców o możliwości zorganizowania zajęć z religii mniejszościowych (Biuletyn Rzecznika Praw Obywatelskich Dostępność religii wyznań mniejszościowych i lekcji etyki w ramach systemu edukacji szkolnej, Warszawa 2015, str. 21).